Legends Never Die Dershia Opublikowano 30 Maja 2020 Legends Never Die Udostępnij Opublikowano 30 Maja 2020 Strefowicze! Zapraszam na kolejną edycję konkursu Pióro StrefySkilla! Zasady konkursu są proste! Konkurs adresowany jest do wszystkich zarejestrowanych użytkowników StrefySkilla. Konkurs polega na napisaniu krótkiego utworu na podane niżej tematy. Może być to: opowiadanie, fraszka, wiersz, hymn, rymowanka, dramat, pieśń, oda, bajka, legenda, psalm, dramat, tragedia, fragment z pamiętnika lub dziennika. Praca musi być autorska, wszelkie próby oszustwa będą odpowiednio karane. Autor może nadesłać tylko 1 utwór. Forma pracy jest dowolna. Kryteria oceny: • twórczy charakter utworu, • poprawność stylistyczna i językowa, • poziom literacki pracy, • samodzielność i oryginalność. Tematy prac: 1) Napisz utwór, który zakończysz refleksją: „Nie była to dobra decyzja”. 2) Napisz utwór, który zaczniesz refleksją: „To już zaszło za daleko". Nagrody: 1. miejsce - Premium na forum na miesiąc + Własny tytuł w profilu na miesiąc 2. miejsce - Premium na forum na 3 tygodnie + Własny tytuł w profilu na miesiąc 3 miejsce - VIP na forum na 3 tygodnie + Własny tytuł w profilu na miesiąc Wyróżnienia - VIP na tydzień Prace można zgłaszać do 15.06 Jury na obecną chwilę pozostanie tajemnicą 2 2 1 1 Odnośnik do komentarza
Użytkownik Vixo Opublikowano 2 Czerwca 2020 Użytkownik Udostępnij Opublikowano 2 Czerwca 2020 (edytowane) To już zaszło za daleko Cofnijmy się w czasie, dokładnie do końcówki wakacji 1994 roku. Warszawa największy szpital położniczy w stolicy. Na świat przychodzi nowy człowiek, płacz rodziców wielka radość, zarazem myśl czy podołamy. Do 14 roku życia nic nie wskazywało tego o czym dowiemy się później. Chłopak z wielką radością do życia, rodzice zapisali go w wieku 7 lat do klubu piłkarskiego, nie widział świata innego niż sport. W podstawówce będąc w 5 klasie, jeździł na wszystkie zawody ze starszymi chłopakami z klas 6. Był wielką radością dla rodziców i dawał przykład swojemu starszemu bratu, któremu tak się nie wiodło w sporcie czy w szkole. Do domu przynosił coraz więcej pucharów. Pewnego razu mama odebrała telefon od trenera z klubu w którym grał że chcą go wypróbować w kadrze Mazowsza na turniej Ogólnopolski. Pojechał bez zawahania, chodź wiedział że będą tam chłopcy którzy siebie znają, a on będzie czarną owcą, która przychodzi w miejsce chłopaka który nie mógł pojechać z niewyjaśnionych powodów. Nie przedłużając opowiadania historią 7 dniowego turnieju, wrócił ze statuetką "Najlepszego piłkarza juniorów Mazowsza" Nie wygrali turnieju. Rodzice zaczęli już patrzeć na tego małego chłopca, iż piłka nożna to już nie dla niego wyjście z chłopakami na podwórko pokopać, tylko misja życiowa. Sami wiązali z nim tą przyszłość, wybierając ostatnie oszczędności i kupowali mu jak najlepszy i najdroższy sprzęt. Kiedyś znany trener i piłkarz Dariusz Kubicki powiedział na jednym z treningów do rodziców stojących i patrzących jak swoje pociechy z radością kopią piłkę "Patrzcie na XXXX (XXXX oznacza imię bohatera opowiadania) jak ten chłopak zachrzania, jestem pewny na 100% jak nie pójdzie złą drogą to będzie lepszym piłkarzem niż ja. Powiedział to trener który grał w kadrze Polski, czy w Angielskich klubach. Wszystko wyglądało pięknie od strony rodziców, choć zauważyli że zaczyna opuszczać treningi żeby wyjść do kolegów na podwórko. Zapewne pomyśleli że może musi chwilę odpocząć, przecież jest dzieckiem musi również spędzać czas z rówieśnikami, nie tylko na treningach czy w szkole. Pewnego razu gdy miał już 14 lat, rodzice dostali telefon ze szpitala że leży ich syn. Powiedział żeby się nie martwili jego życiu nic nie grozi, aczkolwiek został przywieziony nieprzytomny pod silny wpływem alkoholu. Wrócił po dwóch dniach do domu. Rodzice nie chcieli nawet wyjaśnień co go tym bardziej zdziwiło. Życie toczyło się w domu dalej tak jakby tej sytuacji po prostu nie było. Chłopiec był bardzo zdziwiony, lecz było mu to na rękę. Zaczęły się ogromne problemy w szkole "bójki" "nieobecności" nie mówiąc już o ty że całkowicie opuścił życie ze sportem. Rodzice zabrali go do szkoły prywatnej, żeby odizolować go od chłopaków z już dawnej szkoły. Niestety nie przyniosło to żadnych pozytywnych rezultatów, po pół roku został z niej wyrzucony. Zaczęły się pierwsze sprawy w sądzie. Sąd skierował chłopaka do Młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Gdzie udało mu się dokończyć szkołę gastronomiczną, wiedzieli że oprócz sportu miał pasję również do gotowania. Po wyjściu z ośrodka wrócił do gry w która bardzo lubił grać również jak był jeszcze młodszy, mianowicie Cs 1,6. Siedział godzinami przy tej grze poznawał co raz więcej ludzi, spotykał się z nimi również po za grą. Było to zupełnie inne towarzystwo niż te co miał wcześniej. W wieku 18 lat poszedł do pierwszej pracy choć nie trwało to długo. Znowu zaczęły się z nim problemy. Wrócił do tego towarzystwa z którym wcześniej mówiąc kolokwialnie "upadł" Nocami nie było go w domu, raz po wyjściu na pasterkę wrócił z niej 3 stycznia nowego roku, nie dając żadnego znaku swojej rodzinie co się z nim dzieje, poszedł w tzw "melanż" Chciał być panem swojego życia, handlował marihuaną poznawał ludzi o których nie śni się żadnemu czytelnikowi tego opowiadania. Miał więcej pieniędzy od swoich rodziców, wynajmował limuzyny by przez kilka godzin jeździć po Warszawie i imprezować z dziewczynami zebranymi spod Warszawskich klubów, czy poznanymi wcześniej na jakiejś z jednej mocno zakrapianych imprez. Pewnego dnia w wieku 19/20 lat poznał dziewczynę, w której się zakochał. Była to jego pierwsza prawdziwa miłość. Wcześniej były tylko imprezowy przygody czy chwilowe zauroczenia. Ta miłość z jego strony była jak najbardziej szczera. Pod jej wpływem się zmienił, znowu zaprzestał z wyjściami do "kumpli" Spotykał się tylko z nią, aczkolwiek zaprzestając z dalszym życiem, musiał zaprzestać z tym co wpływało na to że miał pieniądze w portfelu. Z czasem nie miał już funduszy na wyjścia ze swoją dziewczyną. Zaczął szukać pracy. Nie trwało to długo znalazł, chodził do pracy, spotykał się z dziewczyną i w wolnych chwilach grał w swoją ulubioną grę. Zaczął już myśleć inaczej, powiedział że kończy raz na zawszę stare życie. Po zaledwie 9 miesiącach dziewczyna którą tak kochał, go zostawiła, lecz pozostali w "przyjacielskich" relacjach. Był załamany, lecz o dziwo nie wrócił już do tego co robił wcześniej. Siedział w domu, znalazł pracę znowu w wolnej chwili grał w Cs 1,6. Mamy już rok 2015, chłopak dalej mieszka u rodziców co zaczyna go już powoli przytłaczać. Poznaje co raz więcej znajomych aczkolwiek znajomych "online" gdyż tak jak opowiadałem wcześniej prowadzi tryb życia Praca-Dom-Cs,1,6. Przeskakujemy w rok 2017, gdyż te 2 lata wyglądały właśnie w ten sposób. Początek 2017 roku, dostaję swój pierwszy awans w pracy, i pod wpływem zwiększonego budżetu postanawia się wyprowadzić i zamieszkać samemu. W tym okresie w jego życiu również nie działo się nic szczególnego, wspólne wypady na piwo ze znajomymi poznanymi jak i z życia "realnego" czy "online" praca, spotkania z dziewczynami. Normalne życie młodego chłopaka. W 2019 roku postanawia wrócić do rodzinnego domu, jak i siłą rzeczy do spotkania się ze starymi kumplami. Zauważa że te stare towarzystwo również się zmieniło, choć nie wszyscy. 2 maja 2019 roku umówił się z kumplami, imprezowali na mieście, w pewnym momencie doszło do bójki z innymi "imprezowiczami" Niestety że wychował się na tzw "osiedlu" musiał dopiąć swego i zrobić wszystko by ją wygrać. Jeden chłopak został przewieziony do szpitala z wielomiejscowymi urazami, i złamaniami. Po dwóch miesiącach dokładnie 25.06. godzina 6:00 czterech policjantów wpadło do mieszkania, jego akurat nie było w domu. Pojechał na spotkanie do Katowic. Dowiadując się od rodziców o całym wydarzeniu ukrywał się przed Policją do 1 lipca gdzie został złapany w Centrum miasta, pod znanym złotymi tarasami. Okres 8 miesięcy aresztu pominiemy, gdyż nie wyniósł z niego nic, prócz tego że nauczył się komunikatywnie rozmawiać w języku rosyjskim i zbliżył się mocno do Pana Boga gdyż nawet po wyjściu z aresztu stara się być blisko niego. Rodzina cierpiała, nie mogła go odwiedzić nie było z nim kontaktu przez 6 miesięcy aresztu, dopiero wtedy prokuratorka wydała pierwsze pozwolenia na widzenie. Matka płakała po nocach, z braku wiedzy o zdrowie o to jak jej kochany synek sobie radzi. 28 lutego 2020 rok pojechał konwojem na 1 sprawę. Po 3 godzinach rozprawy sędzia postanowił by opuścił areszt. Lecz nie ogłosił wyroku. Druga sprawa na której ma zostać ogłoszony wyrok zostaję ciągle przenoszona z powodu pandemii która w tym czasie panuję na świecie. Aktualnie nadrabia czas z rodziną i przyjaciółmi, zmienił się i obiecał sobie że jego życie teraz będzie w jasnych nie szarych kolorach. Wiele osób go zostawiło, lecz mówi że to oni stracili dobrego przyjaciela nie on, i powtarza sobie że nie warto biegać za ludźmi którzy Cie nie chcą w swoim życiu. Morał tego opowiadania jest taki, że gdy myślimy że już jest wszystko dobrze, wtedy dostajemy tego największego kopa w życiu. Opowiadanie może nie jest zbyt ciekawe, wyróżnia je to że nie jest zmyślone, lecz całkowita prawda. Jest to szybki skrót z życia bohatera tego to opowiadania. Edytowane 3 Czerwca 2020 przez Vixo 1 3 Odnośnik do komentarza
Użytkownik DymsoN Opublikowano 4 Czerwca 2020 Użytkownik Udostępnij Opublikowano 4 Czerwca 2020 Miłego czytania. "Wspomnienie" Uczucie wielkie, rozlane jak mleko To już zaszło za daleko Byłem tylko twym kolegą Nie było w tym nic złego Obserwowałem twe czyny Akceptowałem wyczyny Piękno życia poznać chciałem Aż się Ciebie doczekałem Żyłem myślami przyszłości Choć mieliśmy wiele zawiłości Największym darem byłaś dla mnie Poruszałaś się powabnie Bardzo chciałem w każdej chwili By się ludzie pomylili "Nie potrafi kochać" "Nie warto się zakochać" Wiele myśli nad tym miałem Oprzeć się Tobie nie umiałem Lecz niestety moje piękno życia Sprawiło, że jest to nie do zmycia Pozbawiłaś mnie wszelkiego szczęścia Nie chciałem Twego odejścia Zostawiłaś mnie samego Nawet Ty nie znałaś niego W samotności szukam ukojenia By przegonić urojenia We wszystkich mych czynach, zawsze precyzja Uznanie dla Ciebie to nie była dobra decyzja 1 1 Odnośnik do komentarza
Użytkownik∙ fart Opublikowano 12 Czerwca 2020 Użytkownik∙ Udostępnij Opublikowano 12 Czerwca 2020 Kiedy ten wiersz sie rozpoczal, moje urojenie wszystko zniklo, te chwile na duscie, i na jbku kiedy dusia robi bunt z kalacha dymson pomaga dymnego rzuci, no i cyk jebnelo mi w puci no ale co? kiedy prowadzimy jak dusia zawsze nam bunta strzeli czy to z ak czy to z awp zawasze nam zrobi bombe w oko ale przecziez dusia to tylko jb, bo nikt jej nie zabija bo za szybko wyjdzie jak pszla na dd2 to jej dershia rozwalila , ale no co czemu nie ma dym ? 2 Odnośnik do komentarza
Użytkownik Kacperek Opublikowano 14 Czerwca 2020 Użytkownik Udostępnij Opublikowano 14 Czerwca 2020 To już zaszło za daleko Byłem wierny Tobie, Ty mnie zostawiłaś, Strasznie mnie tym zraniłaś. Teraz szukam nowej dziewczyny, Aby zobaczyć Twe landryny, Chcę mieć je dla siebie, Bo kocham Ciebie. Jesteś dla mnie piękna, A nawet prześliczna, Lecz dla wielu tylko nieliczna. Oddam Tobie wszystko, Nawet moje pieniądze, Ale pamiętaj kochanie, ja tu rządze. Koniec jest już wiersza, Lecz historia to nie pierwsza Ps. Mam nadzieję, że jakoś wam podoba się, nie jestem doświadczonym poetą. 1 1 Odnośnik do komentarza
Użytkownik BMW E60 M5 Opublikowano 14 Czerwca 2020 Użytkownik Udostępnij Opublikowano 14 Czerwca 2020 Czerwiec 2k19, Bełemwu jako przykładny facet postanowił zabrać swoją kobietę (już byłą całe szczęście) do Paryża, ponieważ było to jej marzenie od dziecka. Początek wyjazdu zapowiadał się super, zwiedzanie miasta, Wieża Eiffla, Luwr, jednak, dalsza jego część była zdecydowanie dużo ciekawsza - Disneyland. Bełemwu jak to bełemwu, dziecko w dorosłym ciele, chciał zaliczyć jak najwięcej atrakcji. Jedna z nich najbardziej przykuła jego uwagę, a dokładniej coś, co nazywa się "The Twilight Zone Tower of Terror". W skrócie, wielki budynek (wstawię fotkę dla zobrazowania), który z pozoru wygląda na niby opuszczony czy coś. Cała atrakcja polegała na tym, że wchodząc do tego budynku, wsiada się potem do windy, która mieściła około 20 osób (siadało się na krzesełkach i zapisało pas jak w samolocie). Mimo wszystko bełemwu nie był zbyt chętny na to, bo stwierdził, że jednak woli rollercoastery, a tym bardziej miał na uwadze fakt, że to jakaś chora atrakcja już po samej nazwie, ale jego kobieta, chcąc go przekonać, wmówiła mu, że to jedna z bardziej "lajtowych" - podobno wsiada się do windy, a na poszczególnych piętrach ukazywane są bajki Disneya. Bełemwu się zgodził, chociaż to już od początku nie wyglądało na to o czym mówiła jego baba, ale no chuj ryzyk fizyk. Biedny wsiadł do tej windy, Pan który tym wszystkim zarządzał, aby każdy odpowiednio usiadł na miejsce, przed zamknięciem drzwi zarzucił tekstem "You're gonna die", a winda zaczęła napierdalać na 13 piętro w przeciągu sekund, a potem gwałtownie spadać, raz na 4 piętro, potem nagle 12, potem 1, potem 7 i tak w kółko, a bohater opowiadania miał przed oczami wszystkie najlepsze momenty swojego życia i przypomniał sobie każdą modlitwę jaka tylko istnieje. Przez tą jakże super wybitną atrakcje, Bełemwu ma do dziś uraz do wind, a każde najmniejsze spowolnienie sprawia, że czuje, że ta winda zaraz spadnie. ZDECYDOWANIE nie była to dobra decyzja XD. budynek o którym mowa: 2 3 Never go faster than Your guardian angel can go Odnośnik do komentarza
Użytkownik MotylaNoga Opublikowano 14 Czerwca 2020 Użytkownik Udostępnij Opublikowano 14 Czerwca 2020 (edytowane) Podeśle sobie tak dla beczki scenariusz z RP XD Może to nie jest jakieś wybitnie super, ale kilka osób po przeczytaniu innych "Scenuriaszy" powiedzieli mi bym zaczął pisać książkę XD Jednakowoż to nie podlega mojej ocenie, miłego czytania i mam nadzieje, że nie zrobię z siebie debila XD LEGENDA: B - Benito P1 - Pomocnik Benita nr. 1 P2 - Pomocnik Benita nr. 2 Z - Zatrzymany AKCJA: B: Posadzić go tutaj! Zaraz się nim zajmę *Benito cicho pod nosem mówi do siebie i obmyśla co chce zrobić zatrzymanemu* Z: Kim Ty jesteś? Czego ode mnie... B: Zamknij się! Nie pozwoliłem Ci się odezwać! Upierdole Ci język jeżeli jeszcze raz się odezwiesz! *zamruczał po swojej wypowiedzi* P1: Szefie? Co teraz? B: Cicho! Muszę pomyśleć co chce z Nim zrobić. *Benito usiadł na swoim fotelu i zaczął mówić* B: Hmmm, może wyrwę mu paznokcie? Niee, Benito. To nic nie da, nic Ci nie wyśpiewa. A może wrzucę do wiadra szczura i będę rozgrzewał wiadro do czerwoności? Tak, tak, tak. Tak zrobię, Ty masz łeb Benito. *Martinez wstaje i mówi...* B: Ty! W podskokach zapierdalaj po jakieś wiadro, a Ty idź i złap szczura, w piwnicy pełno ich biega. *Pomocnicy Benita odeszli, zamknęli za sobą drzwi, a mężczyzna szedł w kierunku zatrzymanego krzywo się na niego patrząc* B: Czego chcesz od tego miasta? Chcesz zrujnować moje plany? Z: Ja... *Martinez uderza zatrzymanego i mówi* B: Milcz! Nie pozwoliłem Ci się odezwać! Ile razy śmieciu mam Ci to powtarzać? *Zaczął się śmiać* No.. Teraz możesz mówić. Z: Jestem... B: A, a, a, a. Gówno mnie obchodzi kim jesteś, pytam się raz jeszcze: CZY CHCESZ ZRUJNOWAĆ MOJE PLANY? DO KOGO NALEŻYSZ I DLA KOGO PRACUJESZ? *Pracownicy Benita wrócili. Jeden postawił wiadro, a drugi włożył szczura do wiadra i przykrył wiadro deską* Z: Nie! Proszę! B: Aaaa! Zamknij tą jebaną mordę! Jeszcze nic nie zrobiłem, a Ty piszczysz jak baba! Może jesteś babą? Mam sprawdzić, czy masz jaja?! Z: Mam jaja. B: *Śmieje się* Hmm, to się zaraz okaże. *Odszedł kawałek* Co teraz Benito, co zrobić. Ledwo co zrobiłeś, a już sra pod siebie. *Benito odwraca się i mówi* B: Dobra. Dajcie mi tu to wiadro i szczura. Jego połóżcie na tym stole. *Mężczyzna bierze szczura, podnosi go na wysokości swojej twarzy i zaczyna drażnić gryzonia zbliżając go do swoich oczu, wkładając jego głowę do ust* B: Opisze Ci przyjacielu, co się stanie z tym szczurem gdy nie zaczniesz pięknie śpiewać. Włożę go do wiadra, wiadro położę na Twoim brzuchu i przywiąże wiadro tak by nie spadło. Jeżeli nie będziesz ładnie odpowiadał na moje pytania, wtedy rozgrzeje wiadro, a Nasz malutki pomocnik będzie rozrywał Ci brzuch w celu ucieczki. Z: Wszystko powiem! Czego tylko chcesz! *Benito zbliża się do zatrzymanego, łączy swoje czoło z czołem mężczyzny i mówi* B: Csiiii, wszystko będzie dobrze. Odpowiesz na moje pytania i Cię wypuszczę. *Martinez siada na fotelu* B: Dobrze, w takim razie dla kogo pracujesz? Z: Nie pracuje dla Nikogo! B: Łżesz jak pies! Rozgrzać to wiadro! *Zatrzymany zaczął krzyczeć po czym zemdlał* B: Cholera, aż taką cipą jest? Posadzić go na krześle. *Jego pomocnicy zrobili co im kazał, po czym Benito wstał i zaczął krążyć wokół krzesła* B: Co ja mam z Tobą zrobić, co? Co Benito musi z Tobą zrobić. Nie przydałeś mi się. Zabawny się. *Chichocze* *Benito bierze nóż klęka za krzesłem i przecina więzadła nad piętami zatrzymanego, po czasie mężczyzna na krześle budzi się* B: Spójrz. Drzwi otwarte, jesteś wolny. *Zatrzymany pomaga sobie rękoma by wstać, ale od razu runął na ziemię i zaczął krzyczeć* B: *śmiech* Myślałeś, że dam Ci odejść? Myślisz, że chce żebyś rozjebał się na dywaniku u swojego szefa? Nieee, nie pozwolę Ci pokrzyżować moich planów. Zabrać go na tame. P: Szefie? B: Czego? To zaszło już za daleko, zabrać go. *Zabrali go, po czym Benito usiadł, oparł się o biurko i spoglądał na czarne chmury spowijające całe miasto. Zrobiłem to z podziałem na rolę aby każdemu sie dobrze czytało. Również wiem, że w tym jest trochę błędów, ale nie chciało mi sie tego redagować. Edytowane 14 Czerwca 2020 przez MotylaNoga 1 1 Odnośnik do komentarza
Użytkowniczka `Malina ღ Opublikowano 14 Czerwca 2020 Użytkowniczka Udostępnij Opublikowano 14 Czerwca 2020 Nie była to dobra decyzja... Dochodziła jedenasta wieczorem, gdy drzwi wejściowe do mieszkania otworzyły się. Do środka wszedł Kamil, po chichu zdjął buty i kurtkę, po czym niemal na palcach chciał się przemieścić do łazienki. - Poważnie? - spytała cicho Maja z pokoju, obok którego przechodził jej mąż. Kamil udał, że nie usłyszał i dalej skradał się w stronę łazienki. Zamknął za sobą drzwi na klucz, a Maja jedynie westchnęła bezradnie. Wiedziała, że małżonek słyszał jej słowa, ale miała nadzieję, że tym razem postąpi inaczej. Sytuacja powtarzała się niemal codziennie, więc kobieta przestawała powoli zwracać na to uwagę. Było jej przykro, ale jej próby zmiany tego kończyły się fiaskiem. Kiedy facet w końcu przyszedł do sypialni, położył się do łóżka i niemal od razu zasnął. Maja nie spała. Nie mogła zasnąć, tak jak poprzedniego dnia. Kiedy poczuła, że odpływa, rozległ się płacz niemowlęcia. Wciąż z zamkniętymi oczami usiadła na łóżku i powoli wciągnęła powietrze, po czym długo je wypuściła. Wstała i poszła do drugiego pokoju, który był zajmowany przez ich czternastomiesięczną córeczkę. Wzięła małą Alicję na ręce i zaczęła uspokajać. Dziecko nie chciało zostać samo, więc ostatecznie zasnęła z córką na piersi, siedząc w fotelu. Obudziła się około siódmej rano, kiedy usłyszała dźwięk czajnika, pochodzący z kuchni. Odłożyła dziecko do łóżeczka i po cichu poszła w kierunku dochodzących hałasów. - Dzień dobry, kochanie. - uśmiechnęła się, podeszła do męża, po czym chciała go ucałować na powitanie. - Cześć. - odsunął się, by móc dalej robić sobie w spokoju śniadanie. - Naprawdę musisz taki być? - Pogadamy później. Spieszę się do pracy. - rzucił, po czym jedząc kanapkę, wyszedł z domu. Maja zdążyła na szybko się naszykować i wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. To była niania do małej, więc kobieta przywitała ją i wyszła do pracy. Była już spóźniona, więc jadąc samochodem zdarzyło jej się przekroczyć nieznacznie prędkość. Kiedy dojechała, wpadła na stanowisko i wzięła się za swoje obowiązki. - Dyrektor nie jest zadowolony. Znów się spóźniłaś. - rzuciła przez ramię koleżanka, która akurat stała przy kopiarce. - Wiem, przepraszam. - Nie mnie przepraszaj. O wilku mowa. - Dzień dobry. Małgosiu, przynieś mi te dokumenty, o które prosiłem. - zaczął poważnie Dyrektor placówki. - A Ty... - wskazał na Maję - Zastanów się, czy zależy Ci na tej pracy. - Kurczę, dziś ma wyjątkowo zły dzień. - szepnęła Małgorzata, gdy ich szef wyszedł z pomieszczenia. - Nic mi nie mów... - zasmucona Maja usiadła do biurka i starała się skupić na swoich obowiązkach. Kobieta wyszła z pracy kilka minut po siedemnastej. Idąc parkingiem do samochodu usłyszała, że ktoś pogwizduje i krzyczy coś w stylu „Ej, blondyna! Fajna dziewczyna!” Rozejrzała się wokół i zobaczyła kilku robotników po drugiej stronie ulicy, opartych o budynek i popijających jakiś napój z puszki. Odwróciła się zniesmaczona i wsiadła do auta. Odpaliła silnik i zawiesiła się. - „Głupie dupki, jakby kobiety nigdy nie widzieli” - myślała. Maja była naturalną i uroczą kobietą. Miała długie blond włosy, kręcące się kiedy zwiększała się wilgotność powietrza, wzrost około metr siedemdziesiąt, do tego zgrabna figura. Mimo tego, że zbliżały się jej trzydzieste piąte urodziny, wyglądała wciąż niemal jak nastolatka, przy czym kompletnie nie było po niej widać, że jest matką. Od momentu zajścia w ciąże nie myślała o sobie, o swoich potrzebach czy wyglądzie. Jeśli nie zapomniała, to malowała rzęsy i tylko to. Dopiero wtedy, gdy zaczęła być znów podrywana na ulicy, zaczęła się na nowo zastanawiać nad sobą. Pomyślała, że może jednak jest trochę atrakcyjna i zaczęło jej to wręcz schlebiać. Ze strony męża od dawna nie dostała odrobiny uwagi i uważała, że to jej wina. Po dłuższych rozmyślaniach w końcu odjechała w kierunku domu. Po dotarciu do niego, wymieniła się opieką nad swoim dzieckiem z nianią. Spędziła sam na sam z małą Alicją kolejnych kilka godzin, bo Kamil znów wrócił do domu w nocy. Maja była zmęczona sytuacją, ponieważ miała męża, a niemal się z nim nawet nie widywała. Pierwszą część dnia spędzała w pracy, a drugą sama z dzieckiem. Kiedy Kamil przychodził do domu, było już około jedenastej wieczorem, a ona przeważnie wtedy spała. Trwało to już od około pół roku, może dłużej, a kobieta coraz bardziej obwiniała siebie. Następnego ranka znów spróbowała porozmawiać ze swoją miłością, jednak kolejny raz została zignorowana w identyczny sposób, jak każdego poprzedniego dnia. Cierpliwość powoli jej się kończyła. Pewnego sobotniego ranka Maja obudziła się rano i zastała Kamila, siedzącego na brzegu łóżka i podpierającego się łokciami na kolanach. Popatrzyła na niego chwilę zdumiona, po czym spytała troskliwie: - Co się stało, kochanie? W odpowiedzi nie usłyszała nic, dlatego ponowiła pytanie: - Powiedz kotku, o co chodzi? - Nic się nie stało. - odparł lekko łamiącym się głosem. - Przecież słyszę... - zbliżyła się do niego na łóżku i przytuliła go od tylu - Mi możesz powiedzieć. W tym momencie córeczka zaczęła płakać i Maja pobiegła się nią zająć. Kiedy dziecko przestało płakać, przyszła z małą na rękach z powrotem do sypialni. Tym razem stanęła przed mężem, który wciąż siedział w tym samym miejscu. Położyła mu rękę na ramieniu i zaczęła delikatnie go głaskać. - Straciłem pracę. - powiedział w końcu po dłuższej chwili ciszy. - Oh kochanie... - Maja zaczęła pocieszać Kamila, ale ten jej przerwał: - I Cię zdradzałem. Wtedy kobieta zabrała rękę. Stała chwilę, nie odzywając się, jakby nie słyszała tego, co powiedział. W końcu spytała przez łzy: - C-co? - Przepraszam Cię... Nie chciałem... - nie zdążył dokończyć, bo jego żona wyszła z pokoju i zamknęła się w pokoiku dziecięcym razem z Alicją, a Kamil od razu pobiegł za nią. - Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła? Kobieta nie odzywała się. Nachylała się nad łóżeczkiem i zabawiała dziecko. Kiedy mężczyzna powtórzył pytanie, odparła tylko, by ten wyszedł i wróciła do swojego zajęcia. Przez cały dzień ignorowała męża, który i tak szybko odpuścił próby rozmowy. Gdy nastał wieczór, bez słowa wziął koc i poduszkę, po czym położył się na ziemi obok łóżka. Tej nocy żadne z nich nie spało, dlatego niedziela była dla nich podwójnie męcząca. Kiedy późnym popołudniem Alicja zasnęła, Maja poszła do sypialni, gdzie siedział Kamil i spróbowała z nim porozmawiać. - Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała cicho, patrząc mu prosto w oczy. - Nie chciałem, naprawdę... - Dlaczego? - Posłuchaj, nie wiem jak to się stało. To było... - Maja mu przerwała: - Kim ona jest? - To Tamara, ode mnie z pracy... Maja uznała, że więcej wiedzieć nie chce. Wychodząc z pokoju rzuciła przez ramię, że nie chce go już widzieć. Nigdy. Prawdopodobnie to był koniec cudownego małżeństwa i powodem rozstania nie była utrata pracy. Rozstali się z powodu mężczyzny - jego decyzji o zdradzie żony. Poświęcał się kochance, zamiast swojej miłości i dziecku, a to nie była dobra decyzja. 1 2 Odnośnik do komentarza
Legends Never Die Dershia Opublikowano 15 Czerwca 2020 Autor Legends Never Die Udostępnij Opublikowano 15 Czerwca 2020 Konkurs przedłużony do 22.06. Decyzja adm Odnośnik do komentarza
Użytkownik TEZ Opublikowano 15 Czerwca 2020 Użytkownik Udostępnij Opublikowano 15 Czerwca 2020 Miło wspominam te czasy więc napisałem coś takiego myślę że się spodoba XD Nocna warta Po skończonej kolacji Tomek Bączek przyłożył gwizdek do ust i ogłosił, że dzisiaj nocną warte pełni jego drużyna Zielone Krokodyle. Wszyscy po sobie spoglądali czy dobrze usłyszeli, że został wymieniony ich zastęp. Nagle Adam wykrzyknął: -chłopaki to chodzi o nasz zastęp ocknijcie się. Ruszać się i zajmować sobie godziny-po tych słowach wszyscy rzucili się w stronę swojego drużynowego z okrzykami: -ja chcę na czarną wartę zapisz mnie! -Powiedział Adam. -nie to ja chce! - Wykrzyczał Maciek! -Tomek nie wiedząc, co ma zrobić z chłopcami zaczął zapisywać ich wedle swojego uznania. Po skończonych zapisach donośnym głosem oświadczył, że czarną wartę dostają Adam z Maćkiem. Chłopcy, gdy usłyszeli te słowa zaczęli skakać z radości. Zaraz pobiegli do namiotu wskoczyli w piżamy nastawili zegarki na pobudkę i zasnęli. Budzik zadzwonił pół godziny przed ciemną wartą. Adam i Maciek po przebudzeniu ubrali się po cichutku z myślą nastraszenia wartowników. Oczywiście przewodnikiem całej akcji był Adam, który miał zawsze w głowie pełno ciekawych pomysłów na każdą porę. Plan był taki mieli wysmarować twarz pastą do mycia zębów, ręce na zielono a cały tułów okryć kocem. Pomysł był świetny. Gotowi do żartu wyskoczyli z namiotu prosto na wartowników, którzy akurat przysnęli. Rafał z Piotrkiem zerwali się ze snu na równe nogi, chcieli zacząć krzyczeć, ale ze strachu odebrało im głos, Adam z Maćkiem mieli niezłą zabawę, a oni się obrazili i poszli spać do namiotu. Jeszcze się śmiejąc Adam oznajmił: -no wreszcie nasza wymarzona czarna warta. Wzięli kije do rąk i zaczęli obchód po terenie obozu. Noc była bardzo ciemna i zimna, ale chłopcom to nie przeszkadzało w pełnieniu obowiązków harcerskich. Po obejściu całego terenu stanęli przy wejściu do obozu. Nagle z mroku pośrodku leśnej drogi ukazała się im przedziwna postać, zaświecili latarki i skierowali je w kierunku drogi. Ujrzeli ogromnego byka, który na widok światła okropnie się rozwścieczył i ruszył galopem w stronę chłopców. Adam z Maćkiem na widok biegnącego zwierzęcia zaczęli krzyczeć i gnać, co sił w nogach w kierunku namiotów. Cały obóz przebudził się, wszyscy wybiegli nie wiedząc, co się dzieje. Ujrzeli uciekających wartowników, a za nimi pędzącego byka. Dzieci zaczęły uciekać gdzie się tylko dało: na drzewa w krzaki nawet ktoś wszedł do ubikacji. Zaspany oboźny wychodząc z namiotu jeszcze nie wiedząc, co się dzieje zaczął bić w gong w tedy byk się wystraszył i uciekł z obozu. Po tym całym zamieszaniu wszystko wyglądało jak po huraganie. Już zaczynało świtać, gdy wzięli się za porządkowanie obozu po tej całej przygodzie. W pewnym momencie uświadomili sobie ze nigdzie nie ma Adama i Maćka. Zaczęto poszukiwania. Aż tu nagle drużyna patrzy a oni wyłaniają się z garnków kuchni polowej, która stała obok stołów na placu. Chłopcy mieli bardzo przestraszone miny. Cały obóz na ich widok wybuchnął śmiechem, bo wyglądali jak by zobaczyli ducha. Od tej pory okrzyknięto ich toreadorami, a chłopcy już nigdy nie zgłaszali się by stać na czarnej warcie. nie była to dobra decyzja. 1 Odnośnik do komentarza
Legends Never Die Dershia Opublikowano 23 Czerwca 2020 Autor Legends Never Die Udostępnij Opublikowano 23 Czerwca 2020 Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 3-5 dni 2 Odnośnik do komentarza
Legends Never Die Dershia Opublikowano 23 Czerwca 2020 Autor Legends Never Die Udostępnij Opublikowano 23 Czerwca 2020 • Wiadomość wygenerowana automatycznie • Temat został zamknięty przez administrację. Jeśli się z tym nie zgadzasz, zgłoś ten post, a temat zostanie rozpatrzony ponownie. Odnośnik do komentarza
Rekomendowane odpowiedzi